25 stycznia, 2016

Bartłomiej Jucha -,Bank Violettkafer-Dział depozytów nadzwyczajnych'





TYTUŁ: Bank Violetkafer-Dział Depozytów Nadzwyczajnych
AUTOR: Bartłomiej Jucha 
WYDAWNICTWO: Nokturn  
LICZBA STRON: 518


*RECENZJA WSPÓŁTWORZONA Z CZARNYM KRUKIEM Z BLOGA KRUCZE GNIAZDO*



Mamy przyjemnośc przedstawić Państwu książkę, Bartłomieja Juchy pt.'Bank Violetkafer-Dział Depozytów Nadzwyczajnych'. 
Książka ta jest debiutem autora a my ( taką mamy nadzieję) pierwszymi recenzentkami powieści.
Opowieść skupia się na prawie 30 letnim mężczyźnie, Wacławie Willwoodzie, sztywnym bankowcu cierpiącym na skrajną bakteriofobię. 
Wacław jest synem zamożnego Johna Willwooda, właściciela sieci banków na całym świecie. Mężczyzna ten jest spokojnym jegomościem pracującym w warszawskim banku ojca na kasie nr. 1. Jest chłodny i zdystansowany.Panicznie boi się wszystkiego na czym mogą znajdować się śmiertelnie niebezpieczne bakterie i roztocza. 
Młody Willwood wiedzie spokojne i jednostajne życie, mieszkając w sterylnie czystym mieszkaniu w głośnej stolicy. Jednak pewnego dnia jego poukładane życie zostaje wywrócone do góry nogami przez jego własnego ojca, który kupił dla niego stary, zniszczony przez wojnę bank depozytów i mianował go jego dyrektorem. Bank, o którym mowa jest zaniedbany, i tajemniczy.Ukryty pośród małopolskich wzgórz skrywa w sobie tajemnice niedostępne dla Ślepców. 
Tajemniczy bank zamieszkują niecodzienne istoty. Najbardziej przypadł mi do gustu nosferat Istvan, który zakłócał sen naszego Wacława, wygrywając młotkiem na rurach  IX symfonię.
Ogólnego porządku w starym banku pilnuje wyrvena cytrynowa Katarzyna. Oh jakże chciała bym na nią wsiąść i odbyć długi lot nad Polską! Lecz niestety potrzebna mi licencja z Ukrytych Krain, której nie posiadam -,-
Kolejną ciekawą postacią, o której muszę wspomnieć jest Joachim. Jest to kamienny gargulec cierpiący na erozję i w prost przepadający za kawą . 
Bank, jest w opłakanym stanie. Brak w nim internetu (!), telewizji, ciepłej wody... jedynym pożywieniem jest zacierka i pstrąg, a na domiar złego na jednym z piętr rozpanoszyły się gobliny...
I Wacław Wilwood musi sobie sam z tym poradzić! 
Autor posługuje się ciężkim, 'dorosłym' jeżykiem, który dla nastolatków jest trudny, lecz zdania, które konstruuje i sytuacje zacierają ten minus. Pośród wszystkich zdań najbardziej utkwiło mi w pamięci to :
' -Waluta w zębach?-jęknął-Co za..niedorzeczność..-odetchnął kilka razy i mruknął  ponuro:- Zapewne dentyści są najbogatszą warstwą społeczną.
-Tak-przytaknął Joachim.-Zaraz obok grabarzy'.
Podsumowując.. książka bardzo mi się podobała i gorąco ją polecam. Oceniam ją na 9,5 za kilka drobnych błędów  językowych! 
Szczerze mówiąc to jestem, pewna że to te gobliny nabałaganiły w tekście. Widać Joachim nie był przekonywujący w eksmisji nieproszonych lokatorów! 



2 komentarze:

  1. Szczerze mówiąc nie spodziewałem się tak wysokiej oceny. Niezmiernie dziękuję za ciepłe słowa ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pragnę Cię poinformować, że recenzję dodałam już na swoim blogu:
    http://kruczegniazdo94.blogspot.com/
    Pozdrawiam Cię serdecznie!

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam !